niedziela, 27 sierpnia 2017

Sukienka w kolorze winnej czerwieni

Sukienkę, którą dzisiaj Wam prezentuję, zapragnęłam uszyć jak tylko ujrzałam ją w Burdzie. To była miłość od pierwszego ujrzenia :-). Materiał skroiłam dawno temu, ale dopiero niedawno zdecydowałam się na uszycie jej. Dzisiejsza propozycja stanowi również pierwszy eksperyment związany z testowaniem nowych fasonów sukienek, o czym pisałam ostatnio.

W tym poście mieliście okazję obejrzeć spódnicę, którą uszyłam na bazie tego modelu. Teraz przyszła pora na sukienkę. Nieco ją zmodyfikowałam w odniesieniu do tego, co proponuje Burda. I tym sposobem zmierzamy do kilku szczegółów szyciowych.

Oto one:
  • Sukienka powstała na bazie modelu z Burdy (Sukienka 121, Burda 11/2012).
  • W mojej wersji zrezygnowałam z kieszonek w okolicy bioder oraz rękawów.
  • Sukienkę nieco skróciłam i dość mocno zwęziłam. Wybrałam rozmiar 36, ale na wysokości pasa/talii/biustu/pach mocno odstawała.
  • Uszyłam ją z materiału Zara (kilka razy pokazywałam Wam swoje uszytki z tego materiału). Zakupiony tradycyjnie  w Textilmarze.
  • Podszewkę (elastyczną) wszyłam tylko w górnej części sukienki.
  • Z tyłu wszyłam zamek kryty (ok. 60 cm).

Moje odczucia.

Uwielbiam materiał z którego uszyłam sukienkę. Zara (wiskoza z lycrą) jest mięsista, dobra gatunkowo, lekko rozciągliwa. Świetnie sprawdza się w sukienkach zarówno dopasowanych (przykład, przykład), jak i nieco luźniejszych (przykład). Ponadto bardzo podoba mi się odcień tej czerwieni, jest ciemny, lekko winny. Mam wrażenie, że na żywo materiał jest ciemniejszy niż na zdjęciach.

Sukienkę bardzo polubiłam i czuję się w niej naprawdę dobrze. Ponadto rewelacyjnie pracuje w tańcu :-). To z pewnością zasługa kilku kontrafałd, które posiada.
Miałam okazję sprawdzić to, ponieważ założyłam ją niedawno na wesele kuzyna mojego męża.

Podsumowując:
Pierwszy eksperyment w testowaniu nowych fasonów sukienek uważam za udany. Być może kiedyś pokuszę się o wersję z rękawem.

Poniższe zdjęcia to mix trzech różnych sesji zdjęciowych :-), więc dzisiaj dość nietypowo :-).

Zostawiam Was ze zdjęciami. Będzie mi miło jeśli zechcecie podzielić się ze mną swoimi spostrzeżeniami na temat mojej nowej sukienki. Dziękuję za Wasze odwiedziny i komentarze. Jest mi miło, że odwiedzacie moją małą blogową przestrzeń.





Fot. Szwagierka Kasia, dziękuję :-). Zdjęcia robione w trakcie wesela :-).














Fot. Mąż (dziękuję :-*)

wtorek, 25 lipca 2017

Kwiecista sukienka na lato

Historia sukienki, którą prezentuję Wam dzisiaj jest dość prosta :-). Zapragnęłam kolejnej, letniej, eleganckiej, dopasowanej sukienki w swojej szafie. I takową uszyłam. Mogłabym na tym dziś zakończyć, ale moja natura gaduły daje o sobie znać, więc pokuszę się jeszcze o kilka refleksji :-).

Zacznę od szczegółów szyciowych:
  • Sukienkę uszyłam z Tkaniny bawełnianej z domieszką lycry (nie jestem pewna nazwy ale chyba Beautiful garden). Zakupiłam ją w zeszłym roku w Textilmarze i od razu wiedziałam, że powstanie z niej letnia sukienka.
  • Wykorzystałam na ten cel wielokrotnie prezentowany model Burdy, Sukienka 122, Burda 11/2012.
  • Sukienka posiada białą podszewkę, również z lycrą.
  • Oryginalny model pozbawiłam rękawów, skróciłam i zwęziłam (wybrałam rozmiar 36, który i tak był trochę za luźny). Bardzo zależało mi na tym, by sukienka była dopasowana.
  • Sukienka posiada z tyłu kryty zamek.
Swój nowy uszytek, podobnie jak poprzedni, zgłosiłam jakiś czas temu na konkurs szyciowy. Wygrały inne prace, piękne, a ja mam nowe, dwie sukienki :-). Powstałyby nawet gdybym nie zgłosiła ich na konkurs, ale ten zdecydowanie mnie zmobilizował.

Jestem bardzo zadowolona z nowej sukienki. Nie jest idealnie, ale cały czas się uczę. Mam wrażenie, że na żywo kolory są jeszcze bardziej intensywne. Zależało mi, by sukienka była dopasowana i przy odrobinie wprowadzonych zmian osiągnęłam ten efekt. Spokojnie można dodać do niej pasek, który będzie podkreślał talię. 

Czuję ostatnio potrzebę wyjścia poza swoją szyciową strefę komfortu i zmierzenia się z czymś innym, nowym modelem, już nawet poczyniłam kroki w tym temacie. Mam nadzieję, że będę mogła pokazać Wam efekty tych poczynań :-). Lubię swoją listę wykrojów na których bazuję, ale czuję jednocześnie potrzebę wypróbowania czegoś nowego. I bardzo dobrze, bo bez zmian, progres szyciowy byłby niemożliwy. A poza tym na dłuższą metę, byłoby to po prostu nudne, przynajmniej dla mnie. Zatem oprócz stałych elementów jak np. spódnica ołówkowa :-), mam nadzieję, że uraczę Was w niedalekiej przyszłości kolejnymi, nowymi modelami sukienek, spódnic. No, może  w jakimś większym porywie - bluzką lub płaszczem :-).

Dajcie znać czy moja kwiecista sukienka podoba Wam się. Będzie mi miło, jeśli pozostawicie po sobie ślad w postaci komentarza. Życzę Wam słonecznych, ciepłych dni. 

















Fot. Mąż

środa, 5 lipca 2017

"Mała czerwona" inspirowana Bobbi Brown

Uwielbiam inspirować się filmami, zdjęciami, ludźmi, otoczeniem itp., szczególnie szyjąc ubrania. Tak było w przypadku czerwonej sukienki, którą dzisiaj Wam prezentuję. 

Dawno temu przeglądając jeden z numerów czasopisma Elle, natknęłam się na artykuł o Bobbi Brown (dla niewtajemniczonych: kosmetyczka, właścicielka firmy kosmetycznej Bobbi Brown Cosmetics). Na jednym ze zdjęć przedstawiono prostą stylizację bohaterki artykułu. Głównym jej elementem była prosta, czerwona sukienka. Przypadła mi do gustu od razu i utkwiła w pamięci. Jako że mam zwyczaj wycinać zdjęcia, artykuły, ciekawe wywiady i zbierać je w postaci inspiracji do mojego segregatora, tak również postąpiłam tym razem. Artykuł o Bobbi Brown, a z nim zdjęcie czerwonej sukienki, trafiły do mojej małej kolekcji modowo-szyciowych inspiracji :-).

Wróciłam do sukienki ze zdjęcia niedawno, a kiedy zakupiłam w Textilmarze czerwony, cienki materiał, postanowiłam ją sobie uszyć. Zależało mi na tym, by była zwiewna, dość luźna, delikatnie wytaliowana. I by była prosta :-), ale to chyba Was już nie dziwi :-). Jednym słowem, by była podobna do sukienki ze zdjęcia. Z drobną różnicą: sukienka Bobbi to dzieło Prady, pewnie dość kosztowne. Moja wyszła zdecydowanie taniej, niecałe 40 złotych :-). W takich momentach jeszcze bardziej doceniam swoją pasję :-).

Sukienka przeszła już mały chrzest, wzięła udział w konkursie szyciowym, założyłam ją na parapetówkę i spotkanie rodzinne. Biorąc pod uwagę, że powstała całkiem niedawno, to całkiem dobry wynik użyteczności :-). 

Model ten jest tak prosty i minimalistyczny, że stanowi idealne tło dla dodatków. Wybrałam do niej fikuśne buty z delikatnymi pomponami i klimatyczną kopertówkę, którą widać na jednym ze zdjęć. Sukienka stanowiłaby również ciekawy duet np. ze złotą biżuterią.

Kilka szczegółów szyciowych:
  • Uszyłam ją na bazie pokazywanego wielokrotnie modelu - Sukienka 121 z Burdy 1/2014. 
  • Z pierwotnego modelu usunęłam rękawy, kieszenie, delikatnie ją wytaliowałam i dostosowałam długość do swoich preferencji.
  • Uszyłam ją z materiału Tkanina karelia chinese red (zakupiony w Textilmarze).

Poniżej przedstawiam Wam moją "małą czerwoną", inspirowaną Bobbi Brown. Dajcie znać czy przypadła Wam do gustu. Jestem ciekawa, czy  otaczająca Was rzeczywistość stanowi dla Was również natchnienie :-). 













 Fot. Mój mąż

Poniżej - oryginał i moja inspiracja :-).
(zdjęcie stanowi fragment artykułu jednego z numerów Elle).




niedziela, 11 czerwca 2017

Całkiem zwyczajne sukienki :-)

Jakiś czas temu stwierdziłam, że mam w swojej szafie dość dużo eleganckich spódnic/sukienek, a brakuje w niej tych bardziej codziennych, tzw. zwyklaków :-). To nie tak, że na co dzień musimy chodzić w byle czym, a tylko od święta lub na jakieś wyjście w czymś wyjątkowym. Lubię wyglądać ładnie każdego dnia. Przyznacie jednak, że w czym innym pójdziemy na przyjęcie, a w czym innym na plac zabaw z dziećmi :-). Mam na myśli odpowiednie dopasowanie ubioru do okazji.

W związku z tymi okazjami bardziej codziennymi, by nie być skazaną na jeansy i kilka sukienek które już miałam (tych nigdy za wiele, sami rozumiecie :-)), uszyłam sobie dwie kolejne. Ot, takie zwykłe sukienki idealne na spacer z dziećmi, plac zabaw czy zakupy.
Są wygodne (dzianina), dość dopasowane, minimalistyczne i kobiece. Lubię to :-).

Pora na kilka szczegółów szyciowych:

A. Sukienka czarna:
  • Powstała z czarnej sukienki maxi którą nosiłam w czasie ciąży. W związku z tym że była maxi, materiału starczyło na recykling i uszycie nowej. Materiał ten to dzianina, najprawdopodobniej bawełniana, podobna do dżerseju.
  • Sukienkę uszyłam na bazie wykroju z Burdy (Sukienka 123, Burda 2/2014). Model ten w Burdzie posiada sukienkę wierzchnią i spodnią. Ja zdecydowałam się tylko na spodnią. Usunęłam również krótkie rękawki, które posiada wersja przedstawiona w Burdzie. 
  • Dekolt i miejsce wszycia rękawów obszyłam dzianiną według tej instrukcji. Adelo, pięknie dziękuję za pomoc :-).

B. Kolorowa sukienka w paski:
  • Mam mały problem ponieważ nie mogę sobie przypomnieć z jakiego wykroju korzystałam szyjąc sukienkę. Wydaje mi się, że była to powielana do granic możliwości Sukienka 121 z Burdy 1/2014. Ta wersja powstała bez rękawów, kieszeni, za to z wszytą gumką na wysokości talii. Skróciłam również jej pierwotną długość.
  • Powstała z materiału (również dzianina, najprawdopodobniej bawełniana, podobna do dżerseju) który dostałam od Doroty z grupy facebookowej do której należę, a o której pisałam Wam już kilka razy. Mam na myśli projekt365dni#wspódnicy. Dorota w ramach zorganizowanej przez siebie akcji rozdawała materiały, a ja w związku z tym wybrałam sobie pasiastą dzianinę i jeszcze jeden materiał, ale o tym drugim będzie mowa za jakiś czas. Doroto - dziękuję :-).
  • Dekolt i miejsce wszycia rękawów obszyłam identycznie jak w czarnej sukience. Przyznam, że takie wykończenie w przypadku dzianin bardzo mi odpowiada.

Obydwie sukienki noszę bardzo chętnie i często. Przyznam, że jeśli chodzi o szycie dzianin to mam zdecydowanie mniejsze doświadczenie niż w przypadku szycia tkanin. Zamierzam jednak nabierać wprawy w tym temacie:-).

Dajcie znać czy moje całkiem zwyczajne sukienki spodobały Wam się :-) i czy lubicie takie zakładać. 

Pozdrawiam Was słonecznie i ciepło.



















Fot. Mąż

niedziela, 28 maja 2017

Za co cenię prostotę w ubiorze i mój zestaw black&red&white

Uwielbiam prostotę i minimalizm w ubiorze. Mam nadzieję, że moje dotychczasowe wpisy i prezentowane uszytki są tego potwierdzeniem. Bardzo lubię różnorodność stylów, ale na kimś :-). Obserwowanie u innych stylizacji w klimacie np. boho, retro, french chic sprawia mi przyjemność. Na sobie preferuję minimalizm i prostotę. Mogłabym dopisać też klasykę, jednak dla każdego oznacza ona co innego. Dla mnie są to np. spódnica ołówkowa, trench, spodnie cygaretki, dopasowana lub lekko oversizowa sukienka, dopasowane sweterki, marynarki, szpilki, baleriny, jeansy, proste bluzki i koszulki.

Pomyślałam, że oprócz zaprezentowania tego, co ostatnio uszyłam, napiszę za co cenię minimalizm i prostotę w ubiorze.

A więc do dzieła. Zaznaczam, to będzie mocno subiektywna lista :-).

1. Minimalizm i prostota oszczędzają czas. To dość praktyczne ujęcie. Rzeczy proste, nieudziwnione można szybko i łatwo ze sobą połączyć. Nie musimy godzinami ślęczeć przy szafie i załamywać rąk mówiąc: nic mi tutaj do siebie nie pasuje:-).

2. Prostota jest ponadczasowa. Po prostu. Za 10, 20, 50 lat myślę, że nadal się obroni.

3. Uwalnia od gonitwy za trendami. To nie tak, że nie lubię trendów. Przyznaję jednak, że kiedy słyszę lub czytam, że muszę, absolutnie muszę mieć poszarpane, przykrótkie jeansy, ponieważ jest to must have tego sezonu - robię się ciut nerwowa:-). Pomijam kwestię, że mogę wyglądać w tym fatalnie, ale może po prostu nie podobają mi się takie spodnie. Jestem zwolenniczką posiadania własnego stylu (obojętnie, czy jest to boho, retro, styl girl next door, italian chic), bądź mieszania ich, a nie ślepego podążania za tym, co aktualnie na topie.

4. Minimalizm i prostota dają pole do działania dodatkom. Jeśli uznamy, że naszej stylizacji czegoś brakuje, chcemy ją podrasować, prosty, minimalistyczny styl daje tutaj duże pole do popisu. Pozwala też zapobiec nudzie, jeśli taką odczuwamy. Właśnie szyję czerwoną, prostą, letnią sukienkę. Obmyśliłam już jak podrasować ją dodatkami. Mam nadzieję, że udami się tym podzielić z Wami w jednym z kolejnych wpisów.

5. Ostatnia myśl jest najbardziej subiektywna i chyba mi najbliższa. Mam wrażenie, że minimalizm, prostota są wyraziste, konkretne, stanowią tło, które pięknie podkreśla naszą osobę.

Podałam pięć powodów, ale podejrzewam, że gdybym pomyślała dłużej, wpadłyby mi do głowy kolejne.

To moje osobiste odczucia i zdaję sobie sprawę, że nie każdy się ze mną zgodzi i jest to jak najbardziej ok:-).

Potwierdzeniem moich upodobań będzie poniższa propozycja: biała ołówkowa spódnica, którą uszyłam niedawno, w połączeniu z czarną bluzeczką i czerwonymi sandałkami na szpilce (plus czerwone usta, czarne okulary i drobne, srebrne kolczyki:-)). 
Ten fason spódnicy chyba nigdy mi się nie znudzi. Biorąc pod uwagę, że to już kolejne wcielenie modelu Burdy (Burda Klasyka 2/2013, Spódnica 0004), pominę szczegóły szyciowe. Dodam tylko, że spódnica tradycyjnie posiada podszewkę  (z lycrą), a materiał jaki wybrałam do jej uszycia to pokazywana tu już kilka razy Zara (Tkanina matowa wiskoza biała, z lycrą) z Textilmaru. Jedynym elementem, który mi trochę nie wyszedł to zapięcie nad zamkiem. Przez to, że użyłam zatrzasku i sam materiał jest dość mięsisty, zapięcie trochę odstaje.

To na dzisiaj tyle. Napiszcie w komentarzach jeśli macie ochotę, jaki styl w ubiorze preferujecie i czy moja biała, letnia spódnica spodobała Wam się :-).

Na samym końcu dzielę się z Wami moją małą radością, moja kwiecista sukienka z poprzedniego wpisu znalazła się w najnowszej Burdzie :-). Taki rzeczy cieszą i dodają energii do dalszej nauki i pracy.

Pozdrawiam słonecznie.



















Fot. Mój niezmiennie cierpliwy Mąż :-)



Fot. Ja :-)

środa, 3 maja 2017

Kwiecista sukienka

Nie wiem który już raz uszyłam sukienkę na bazie tego wykroju :-), ale to chyba najbardziej eksploatowany przeze mnie model:-). Mam na myśli sukienkę 121 z Burdy 1/2014. Ostatni  raz prezentowałam ją Tutaj.

Popełniłam ją kolejny raz, tym razem w wersji wiosennej, kwiecistej :-). Pozwólcie zatem, że tym razem nie będę się rozpisywać.

Tradycyjnie dzielę się kilkoma szczegółami szyciowymi:
  • Sukienka powstała na bazie wykroju z Burdy (model 121, Burda 1/2014).
  • Skróciłam ją i nie dodawałam kieszeni w okolicy bioder.
  • Materiał z którego uszyłam sukienkę to Satyna z lycrą spring flowers navy (z Textilmaru), jest bardzo przyjemny w dotyku, przypomina jedwab (widzicie, nawet w nazwie materiału jest wiosna :-))).
  • Nie wszywałam podszewki, chciałam by sukienka była cienka i zwiewna.
  • Dekolt obszyłam taśmą ze skosu.
  • Zamiast zamka krytego, dodałam z tyłu mały guziczek z pętelką. Pierwszy raz tworzyłam pętelkę i chyba coś mi poszło nie tak, ponieważ skręca się i ciężko mi samodzielnie zapiąć sukienkę :-).

Bardzo dobrze czuję się w tej sukience i przyznam, że już nie mogę doczekać się, kiedy założę do niej latem sandałki na szpilce w kolorze pudrowego różu :-). A póki co, ciepła wiosno przybywaj :-).

Dajcie znać czy moja kwiatowo-wiosenna sukienka przypadła Wam do gustu :-). Pozdrawiam i życzę sobie i Wam by wreszcie zawitało do nas ciepło i słońce.

Miało  być krótko i zwięźle, a wyszło jak zawsze  :-). 





















Fot. Mąż