środa, 29 kwietnia 2015

Spontaniczny miszmasz

Dzisiejszy post to taki mały, spontaniczny miszmasz.

Do tej pory pokazywałam Wam w swoich postach to, co uszyłam. Dzisiaj przedstawiam Wam moje małe przeróbki. Nie są to jakieś spektakularne zmiany, ale myślę, że będzie widać je gołym okiem.

Zanim jednak napiszę co zmieniłam na co, przedstawiam Wam mojego nowego pomocnika. Jest nim manekin krawiecki, który od jakiegoś czasu dzielnie znosi moje uszytkowe poczynania oraz reprezentuje mniej więcej moją poprzednią (czyt. przedciążową) posturę:-).

Żeby nie było tak bezosobowo, ustawiłam się obok mojego pomagiera:-).




Powyższymi zdjęciami już troszkę zdradziłam Wam moje małe przeróbki.
Sukienka ze zdjęć powstała jakiś rok temu z sukienki maxi. Poniżej jej wersja pierwotna.


Służyła mi dzielnie przez całą moją pierwszą ciążę, a potem postanowiłam zrobić z niej coś innego. Zainspirowałam się zdjęciem sukienki ze sklepu internetowego i tak powstała zwiewna, bardzo wygodna sukienka na lato.




Następna rzecz, jaka powstała z moich kombinacji uszytkowych, to krótka plisowana spódnica w groszki. Pierwotnie wyglądała tak:


Kupiłam ją w second-handzie. Była ogólnie za duża, więc ją zmniejszyłam. Nie miałam jej jeszcze na sobie. Przyznaję, że groszki to dla mnie dość trudny temat, ale myślę że w tej wersji polubimy się:-).

Na poniższych zdjęciach zestawiłam ją z białym sweterkiem (również z second-handu) i żeby nie było zbyt banalnie i grzecznie, dekolt umieściłam na plecach. Mam do niego słabość w tej konfiguracji, stąd taki pomysł:-). Na zdjęciach widać nieco prześwitujący sweterek, więc z pewnością bez halki się nie obejdzie lub po prostu zestawię ją z czymś innym.



Zdjęcia były robione spontanicznie, tym razem przeze mnie i mojego Męża:-).

Na sam koniec mojego wpisu wywiało mnie na dach, który w przyszłości będzie tarasem:-). Poniższe zdjęcia były robione kilka dni temu, kiedy nagle zrobiło się gorąco i mogłam założyć moją sukienkę maxi. Zdaję sobie sprawę, że na zdjęciach wyglądam blado, szczególnie w towarzystwie czerni, ale mam sentyment do tej sukienki. To pierwsza rzecz, do jakiej przysiadłam rozpoczynając moją przygodę z szyciem. Wszystko zaczęło się od jej skrócenia:-).
Nie ukrywam, że obecnie najważniejsza jest dla mnie wygoda i co tu dużo pisać, w niewiele swoich ubrań się już mieszczę. Sukienki maxi są teraz moim wybawieniem, nawet czarne:-).




Zostawiam Was z tym dość obszernym wpisem oraz z moim fotograficznym miszmaszem i jednocześnie zapraszam do dalszego odwiedzania. Już wkrótce umieszczę wpisy dotyczące tego, co ostatnio udało mi się uszyć. Pozdrawiam Was wiosennie i słonecznie.


piątek, 10 kwietnia 2015

Spodnie w esy floresy

Spodnie, które Wam dziś przedstawiam, powstały dawno temu. W czasach przedciążowych lubiłam je nosić, choć były na mnie trochę zbyt luźne. Obecnie robią się na mnie za małe:-). W momencie robienia zdjęć wchodziłam w nie bez problemu, jednak na potrzeby zdjęć musiałam wyciągnąć z nich pasek, ponieważ rosnący brzuszek niezbyt dobrze się z nim prezentował:-). Spodnie powstały z wykroju Burdy (Szkoła Szycia 1/2014, Model Lisa). Oprócz wspomnianego paska, który tym razem nie jest widoczny, spodnie posiadają kieszonki po bokach, na wysokości bioder.
Zdecydowanie lepiej prezentują się ze szpilkami. W butach typu balerinki zdecydowanie tracą na prezencji:-). A że uwielbiam obcasy, o czym pisałam jakiś czas temu, ubrałam do nich parę szpilek w odcieniu nude. Przyznam, że to miłe urozmaicenie, ponieważ obecnie śmigam głównie w płaskim obuwiu, a jakiekolwiek obcasy zostawiam na drobne wyjścia.
Materiał z którego uszyłam moje spodnie był kiedyś zasłoną (chyba) albo czymś zasłonopodobnym:-). Nie jest najlepszy na tego typu spodnie, z racji braku elastyczności. Pomyślałam jednak, że uszyję je właśnie z niego i zobaczymy co z tego wyjdzie. Chcąc szyć je ponownie, zdecydowałabym się na tkaninę z  domieszką lycry. Przyznam, że niezbyt często noszę ubrania z wzorkami, ale czasem robię wyjątek, tak jak w tym przypadku. To dzisiaj na tyle:-), pozdrawiam Was wiosennie, słonecznie
i ciepło.