sobota, 28 lutego 2015

Granatowa sukienka i jej nowe przeznaczenie

Granatowa sukienka powstała kilka miesięcy temu. Miałam ją na sobie wiele razy, a teraz jest mi szczególnie bliska. To jedna z niewielu sukienek, w które ostatnio się mieszczę, choć w tym okresie mojego życia, to już niewątpliwie również i jej ostatnie podrygi:-).
Jestem w ciąży, prawie półmetek i za  kilka miesięcy będę nosić już chyba tylko maxi dress:-).

Sukienka powstała z wykroju Burdy (nr 121, 1/2014). Wybrałam wiskozę z odrobiną lycry, dzięki czemu jest dość elastyczna. Pisałam Wam już chyba kiedyś o tym, że lubię wielokrotnie szyć pewne ubrania z racji wielkiej  sympatii do nich. I tak jest właśnie w przypadku tej sukienki. O ile mnie pamięć nie myli, wariacje na temat tego modelu wyszły spod mojej maszyny 7 razy:-). W tym momencie mówię sobie Stop, ale nie wiem czy za jakiś czas znowu nie pomyślę o kolejnej jej wersji.

Jest to jedna  z moich ulubionych sukienek, zdecydowanie. Jest luźna (czego nie widać za bardzo na poniższych zdjęciach, ale moja waga na zdjęciach nie jest moją dotychczasową wagą:-))), wygodna i kobieca. 

Dziękuję za Wasze odwiedziny oraz komentarze.

Pozdrawiamy Was ciepło:-).
















czwartek, 5 lutego 2015

I znowu sukienka...

Nic na to nie poradzę.
Kocham sukienki, kocham spódnice, uwielbiam szpilki, ubóstwiam pomadki, lubię być kobietą (gradacja czasowników - przypadkowa, nasilenie emocjonalne określiłabym jako jednakowe dla każdego ww. przypadku:-)).
Tak mam i to chyba nieuleczalne. I pewnie dlatego wśród rzeczy, które do tej pory uszyłam, najwięcej jest sukienek i spódnic. I jeśli mam być szczera - to bardzo mi z tym dobrze:-).
Ku pewnemu urozmaiceniu, co jakiś czas szyję jakąś inną część garderoby. I mimo tego, że ostatnio szyję mniej, to fakty są faktami:-).
Żeby nie wprowadzić jakiegokolwiek mylnego wyobrażenia, od razu napiszę, że mimo mojego zamiłowania do kobiecego wyglądu, nie biegam w domu w szpilkach, non stop w sukienkach i z torebką w dłoni. Jestem m.in. żoną i matką, gotującą, sprzątającą, piorącą, robiącą zakupy itp. Staram się dbać o siebie najlepiej jak potrafię, ale w granicach moich możliwości:-). Mam nadzieję, że wiecie co mam na myśli:-).
Nie da się jednak ukryć, że uwielbiam chwile, kiedy mogę włożyć sobie te szpilki, kiedy zakładam sukienkę, kiedy szukam jakiegoś fajnego odcienia pomadki. Myślę sobie, że grunt to znaleźć właściwie proporcje dla nas samych.
Wracając do tematu sukienki...ta powstała bez wykroju, na bazie inspiracji inną. Uszyłam ją dawno temu i była to chyba pierwsza sukienka jaką uszyłam. Popełniłam w niej z pewnością dwa błędy: 
a) wszyłam zbyt grubą flizelinę w jej górnej części i przez to jest w tym miejscu zbyt sztywna,
b) zamek kryty nie do końca jest ukryty:-). 
Mimo tych defektów, bardzo lubię ją nosić, choć przyznam, że nie była to miłość od pierwszego ubrania:-).

Pozdrawiam Was ciepło. 







Fot. Anna Ostrowska