poniedziałek, 25 stycznia 2016

Kolorystyczny, wiosenny miks

Tęsknię już trochę za wiosną, więc dzisiaj przygotowałam dla Was zestaw w dość żywych kolorach:-).

Poniżej przedstawiam kilka zdjęć, których główną bohaterką szyciową jest bluzka uszyta na bazie wykroju z Burdy (Bluzka 113, Burda 7/2015).

Materiał z którego powstała ma swoją krótką historię. Otóż, pierwotnie był to po prostu materiał zakupiony w sh. Potem powstała z niego spódnica maxi, następnie zrobiłam w niej długi, boczny rozporek, by na końcu przerobić ją na wspomnianą wcześniej bluzkę. No cóż, nie ma to jak długofalowy recykling:-).

Bluzeczka spodobała mi się na tyle, że z pewnością dołączy do moich bazowych bluzek i zamierzam uszyć jeszcze co najmniej jedną - w kolorze białym. Jest prosta, wygodna i można łączyć ja zarówno ze spodniami, jak i ze spódniczkami.

Zestawiłam ją z granatem, odrobiną złota, beżem oraz intensywnym różem. Zdecydowanie częściej łączę granat ze srebrem i generalnie lepiej czuję się w srebrze, ale czasem robię wyjątki. Uwielbiam również granat w połączeniu ze złotem, stąd dzisiaj pozwoliłam sobie na małe odstępstwo.

Ostatnio w głowie mam coraz więcej pomysłów połączeń kolorystycznych z granatem. W tym momencie kolor ten widzę w idealnym duecie z: bielą, czernią, srebrem, złotem, szarościami, zielenią, różem i ciemną śliwką. Moje wywody na temat granatu nie pojawiają się bez przyczyny. To zdecydowanie mój ulubiony kolor. W moim odczuciu ma w sobie niesamowitą głębię, szlachetność i klasę. 

A na koniec dzielę się z Wami moją piątkową niespodzianką, ponownie znalazłam się w Burdzie:-).

Pozdrawiam Was słonecznie.




















Fot. Mąż, ja

sobota, 2 stycznia 2016

Osiem powodów dla których warto szyć - moje subiektywne spojrzenie

Jako że rozpoczynamy Nowy Rok i w głowach wielu z nas pojawiły się nowe plany, cele i marzenia, dziś napiszę co nieco o tym, dlaczego warto rozpocząć swoją przygodę z szyciem:-). Być może zainspiruje to Was do poczynienia pierwszych kroków w tym kierunku. Zapewniam - warto.

Na samym początku zaznaczę - wad w zajęciu takim jak szycie - nie dostrzegam:-). Może poza zawartością mojego portfela, który co jakiś czas opróżnia się z zasobów pieniężnych, ilekroć widzę ciekawe materiały. Przyznaję, dostaję wizualnego oczopląsu gdy zaczynam przeglądać tkaniny i trudno mi pozostać przy zakupieniu tego, co akurat mam na liście:-). Sklep z materiałami - obojętnie czy stacjonarny, czy internetowy, to prawdziwa uczta dla mojej wyobraźni.

Coś mi się wydaje, że to będzie najdłuższy wpis z dotychczas napisanych przeze mnie na blogu.

Poniżej przedstawiam Wam moją subiektywną listę ośmiu powodów dla których warto zaprzyjaźnić się z maszyną do szycia:-).

A więc do rzeczy:-).

Szycie wspaniale rozwija wyobraźnię.
Uwielbiam te chwile, kiedy w mojej głowie pojawiają się nowe pomysły, nawet te drobne, które z czasem przeistaczają się w całość, czyli konkretny uszytek. Mam wtedy w głowie tkaniny, kolory, faktury,  kształty i wiele innych krawieckich elementów na które składa się szycie. Pamiętam, że najbardziej w programie Project Runway podobały mi się te momenty, w których bohaterowie otrzymywali do wykonania uszycie konkretnego stroju, ale  interpretacja należała do nich samych. I wtedy rozpoczynała się moja ulubiona część: burza mózgów. Różne wizje, różne pomysły, wątpliwości i chwile totalnego olśnienia. Zdecydowanie szycie daje duże pole do popisu w dziale pt. Kreatywność.

Szycie może być odskocznią.
Każdy niech wybierze sam, jakim rodzajem odskoczni może być dla niego obcowanie z maszyną. Dla mnie w tej chwili szycie jest odskocznią od codziennych obowiązków związanych z wychowaniem moich kochanych Pociech. To wokół nich kręci się teraz moje życie i czuję się z tego powodu szczęśliwa oraz spełniona. Fajnie jest jednak czasem skupić się dla odmiany na czymś innym niż kolorowanki czy zabawa samochodzikami:-). Myślę, że Mamy wiedzą co mam na myśli:-).

Przeczytałam jakiś czas temu bardzo ciekawy artykuł pt. Wszystko płynie w magazynie Coaching Extra. Materiał ten dotyczył bycia w stanie flow. Tym, którzy nie spotkali się z tym terminem, przytaczam poniżej małe wyjaśnienie tego pojęcia:

Przepływ (ang. flow, inaczej doznanie uniesienia, uskrzydlenie) – pojęcie z pogranicza psychologii pozytywnej i psychologii motywacji. Twórcą koncepcji jest Mihály Csíkszentmihályi, według którego flow to stan między satysfakcją a euforią, wywołany całkowitym oddaniem się jakiejś czynności. (źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Przep%C5%82yw_(psychologia))

Kiedy czytałam ten artykuł dotarło do mnie, że ja właśnie często doświadczam takiego flow kiedy szyję:-). Potrafię wtedy wyłączyć się i być bardzo tu i teraz w obrębie tematu szycia:-).

Szycie daje poczucie satysfakcji.
Punkt ten zobrazuję jednym przykładem: Nie ma nic przyjemniejszego niż uszyć dla siebie sukienkę, ubrać ją i stwierdzić, że fajnie się w niej wygląda i czuje. Jeszcze milej, gdy inni to dostrzegają. A najmilej, kiedy szyjesz sukienkę dla kogoś innego i okazuje się, że obdarowany jest szczęśliwy, a inni go komplementują:-).

Szycie uczy cierpliwości i precyzji.
Przyznaję, zdarzały się sytuacje które powodowały, że wychodziłam z mojej krawcowni z myślą: Dzisiaj nie jest mój dzień:-), na szycie rzecz jasna:-). Czasem maszyna płatała mi figla, innym razem materiał, a jeszcze innym razem opis szycia danej rzeczy w Burdzie przyprawiał mnie o palpitację serca z jednocześnie pojawiającym się w mojej głowie pytaniem: Co autor miał na myśli? Za każdym jednak razem za jakiś czas wracałam do szycia i zaczynałam to co zaczęłam. Z natury jestem niecierpliwa, więc możecie sobie wyobrazić jaką nauką cierpliwości jest dla mnie szycie. Przyznaję jednak, że na samym początku swojej krawieckiej przygody byłam przekonana, że częściej będą zdarzały się sytuacje, w których będę miała ochotę wyjść i trzasnąć drzwiami:-).
Szycie wymaga dokładności i precyzji. To niezbędne jeśli chcemy, aby dana rzecz była uszyta starannie. Nadal zdarza się, że popełniam błędy i jest wiele rzeczy, których jeszcze nie potrafię uszyć. Staram się jednak szyć jak najdokładniej i przyznaję, że polubiłam się z prujką:-).

Szycie uczy uważności.
Nie mam tu na myśli tylko i wyłącznie uważności w trakcie szycia, czyli skupienia i bycia tu i teraz. Myślę też o tym, że szyjąc, mamy szansę być bardziej świadomym co kupujemy. Kiedyś nie zwracałam uwagi na skład materiału, na to jak uszyta jest dana rzecz, czy ma podszewkę, czy ścieg jest równy itp. Mimo tego, że sama robię błędy, to uważam że sklepowe ubrania ich już nie powinny posiadać. Niestety, błędów takich widzę sporo. Dotyczą nie tylko jakości ubrań, ale też tego jak zostały uszyte. Mam tu na myśli np. krzywo poprowadzony ścieg, prujące się szwy, niewykończenie fragm. materiału ściegiem overlockowym i wszechobecny poliester. Odkąd szyję, moja świadomość w tym temacie uległa dużej poprawie. Pomogły mi w tym również ciekawe i wartościowe lektury, m.in. Slow Fashion. Modowa rewolucja Joanny Glogazy.  

Szycie pozwala na niezależność.
Szyjąc oduzależniam się od kupowania w sieciówkach. Wiele razy pisałam, że od wielu lat ubrania kupuję głównie w sh, w sieciówkach robię to naprawdę okazjonalnie. Dodatkowo, odkąd szyję moja garderoba zróżnicowała się i tak naprawdę mój styl wykrystalizował się. Z jednej strony cenię klasykę, ale lubię ją trochę urozmaicić, czasem zaszaleć i nie ukrywam, że cały czas poszukuję. Szycie bardzo pomaga mi w tych poszukiwaniach. Pozwala eksperymentować, wzbogacać swoją szafę o nowe elementy. Nigdy jednak nie byłam osobą podatną na trendy. W ubiorze cenię autentyczność i własny styl. I właśnie obcowanie z maszyną pozwala mi ten styl szlifować.  

Szycie daje możliwość wyróżniania się w tłumie.
Nigdy nie zależało mi, aby być kolorowym ptakiem mody i wyróżniać się bardzo w tłumie. Stroje awangardowe, bardzo udziwnione nie są dla mnie. Fajnie gdy ktoś zauważa, że uszyłam coś ciekawego, ale niekoniecznie czuję potrzebę epatowania szalonymi projektami. Niemniej jednak przyjemnie jest mieć na sobie sukienkę bez obawy, że na ulicy spotkam inną kobietę w identycznej:-). Przyjemnie jest też stworzyć coś unikatowego, w swoim odczuciu i nieco ubarwić rzeczywistość swoim zrealizowanym pomysłem. Nie trzeba zaprojektować czegoś szalonego, by wyróżnić się wśród innych. Czasem wystarczy ciekawy krój czy dobór pięknej tkaniny by nasz projekt nabrał barw. I za to właśnie kocham szycie.

Szycie pozwala mi mieć wpływ na to jak wyglądam.
O tym już wcześniej nieco napisałam. Szycie szlifuje styl. Pozwala też określić samemu to, jak chcę wyglądać. Jeśli stwierdzam, że w mojej szafie brakuje małej czarnej o ustalonym kroju itp., to myślę o uszyciu jej. Są oczywiście sytuacje w których polegam bardziej na sklepach, aniżeli na swoich umiejętnościach, np. nie zdobyłabym się w tej chwili na uszycie skomplikowanego płaszcza czy wieczorowej sukni. W dużej jednak mierze dzięki szyciu sama mogę decydować jak będzie wyglądała moja garderoba. 

No cóż, wyszedł mi elaborat:-). Jeśli znacie inne zalety szycia, podzielcie się ze mną nimi w komentarzach.

Mam nadzieję, że chociaż w minimalnym stopniu zachęciłam Was do nauki szycia lub do poszukiwania własnych pasji, ponieważ zdecydowanie fajnie jest je mieć. 

Na sam koniec przedstawiam Wam kolejne wcielenie Sukienki 121 z Burdy 1/2014. Tym razem wariacja w postaci wzorków, coś nowego jak dla mnie. Ostatnio bardzo przekonuję się do wszelkiego rodzaju printów.
Tym razem nie będę rozpisywać się na temat mojego kolejnego uszytku. Wystarczająco dziś rozwinęłam temat przewodni:-).
Sukienka ta to powielenie tych, które pojawiły się w poniższych postach:
http://www.kobiecymkrokiemprzezzycie.blogspot.com/2015/05/kolejny-spontaniczny-wpis-z-moja.html
http://www.kobiecymkrokiemprzezzycie.blogspot.com/2015/02/granatowa-sukienka-i-jej-nowe.html
tylko: model z tego wpisu jest krótszy, w innym rozmiarze, z podszewką.

Pozdrawiam ciepło i życzę Wam, aby Nowy Rok obfitował w jak najwięcej radosnych i pięknych chwil. 

























Fot. Mąż