niedziela, 18 września 2016

Szafir i czerń

Bohaterka dzisiejszego wpisu wpadła mi w oko dawno temu, jednak dopiero niedawno postanowiłam zabrać się za jej uszycie.

Jako, że cały czas szukam kolejnych modeli do swojej sukienkowej bazy, postanowiłam spróbować czegoś nowego. Przyszedł mi z pomocą schowany w kartonie numer Burdy, dokładnie Szkoła szycia cz. 2 (1/2015)).

Moja dzisiejsza sukienkowa propozycja jest zdecydowanie bardziej na luzie, nadal jednak kobieca. Posiada ciekawą kontrafałdę z przodu i przeszycia na szczycie rękawów. Mało w mojej garderobie sukienek/spódnic z gumką w pasie. Polubiłam się jednak z tym rozwiązaniem i pewnie jeszcze nieraz je zastosuję.

Zanim przedstawię Wam kilka szczegółów szyciowych nadmienię, że długość tej sukienki w Burdzie to mini i taką wersję zachowałam. Muszę jednak wyjaśnić, że zamiar mój był inny. Sukienka miała być dłuższa, jednak zagapiłam się i jednej części nie przedłużyłam. Przyznaję, byłam na siebie zła. Nie mając już wystarczającej ilości materiału, całość musiałam zostawić w długości mini. Podoba mi się taka wersja, jednak jeśli będę szyła kolejną wersję tego modelu, wybiorę opcję nieco dłuższą.

Lubię w tej sukience to, że tak naprawdę można ją nosić okrągły rok. Wiosną i latem (w chłodniejsze dni), ale również jesienią i zimą dodając np. czarne kryjące rajstopy. By to udowodnić, przedstawiam 
poniżej dwie wersje. Bardzo lubię połączenie szafiru/kobaltu/chabru z czernią, stąd wersja jesienno-zimowa chyba nawet bardziej do mnie przemawia:-).

Szczegóły szycia:
  • Sukienka to Model "Laura", Burda Szkoła szycia cz. 2 (1/2015). Model ten znajduje się również w innym numerze Burdy.
  • Zrezygnowałam z rozcięć rękawów, guzików i pętelek.
  • Burda zaleca podwinąć lekko kontrafałdę z przodu, ale ja z tego zrezygnowałam, ten element w mojej sukience żyje własnym życiem:-).
  • Skróciłam też długość gumki w pasie dla rozmiaru który wybrałam (36), ponieważ gdy wszyłam gumkę o podanej długości, okazało się że sukienka jest zbyt luźna w pasie.
  • Przeważnie rozmiar Burdy 36 jest na mnie w sam raz, czasem trochę za duży. W tym modelu sukienki rozmiar jest nazwałabym to "na styk", by sukienka nie była zbyt opięta zmniejszyłam zapasy na szwy.
  • Zarówno rękawy jak i dół podłożyłam i przeszyłam ściegiem prostym.
  • Sukienka posiada odszycie przodu i tyłu.
  • Materiał który wybrałam, to Marchiano żorżeta szafirowa (ze sklepu Textilmar).
Dziękuję Wam, że odwiedzacie mój szyciowy zakątek. Mam nadzieję, że moje prace pokazują, że szyć może każdy i odpowiednio organizując sobie czas można znaleźć choć odrobinę czasu na swoje pasje, do czego gorąco zachęcam:-). Czekam na Wasze komentarze, uwagi. Pozdrawiam Was niezmiennie słonecznie.

P. S. Nie wiem jak to się dzieje, ale za każdym razem kiedy tworzę nowy post, obiecuję sobie, że tym razem będzie krótko i zwięźle...i za każdym razem mi nie wychodzi:-). Cóż, natury nie oszukasz: jeśli jest się gadułą, to fakt ten wychodzi nawet przez klawiaturę:-).
























Fot. Mąż

niedziela, 4 września 2016

Sukienkowy duet

Przedstawiam Wam dziś duet: sukienka i sukienka:-). Jedna dla mnie, druga dla mojej Mamy.

Może najpierw kilka słów o mojej.
Model ten powstawał w dość ciekawych okolicznościach:-). Szyłam ją w zeszłym roku, będąc w bardzo zaawansowanej ciąży. Brzuszek był już pokaźnych rozmiarów, kiedy ja postanowiłam, że uszyję sobie Sukienkę 116 z Burdy 8/2013. Zauważyłam ją na blogu Ani  - Pracownia stroju (np. tutaj: https://pracowniastroju.com/2013/10/14/think-pink/) i tak mi się spodobała, że postanowiłam spróbować swoich sił i uszyć ją dla siebie.

Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że postanowiłam, iż uszyję ją na swój pierwotny rozmiar 36:-).  Pomyślałam, że jeśli nie wrócę do swojej dawnej, przedciążowej figury, to najwyżej ją komuś oddam. Materiał zakupiłam za grosze w sh dawno temu, więc straty finansowej też by nie było dużej. A może przy okazji ktoś by się ucieszył z nowego nabytku.

Po porodzie trudno mi było uwierzyć, że kiedykolwiek zmieszczę się w swoją sukienkę. Oceniałam to mnie więcej w kategoriach: prędzej krowy zaczną fruwać niż ta sukienka będzie na mnie pasować:-). Sukienka jest wąska w talii, więc sami rozumiecie moje wątpliwości:-). Jednak opieka nad dwójką moich kochanych maluszków, dobra przemiana materii, treningi z Mel B oraz zdrowsza dieta zrobiły swoje:-). Z dużym zdziwieniem stwierdziłam jakiś czas temu, ze mieszczę się w moją sukienkę:-). 

Zanim zaproszę Was do obejrzenia mojej nowej kiecki, podzielę się kilkoma szyciowymi uwagami.

Szczegóły szycia:

Model w  Burdzie posiada długie rękawy, w mojej wersji zrezygnowałam z nich. Jest również dłuższy, ja wolałam sukienkę nieco skrócić. W takiej długości czuję się najlepiej. Zamek kryty wszyłam z boku.

Sukienka nie posiada podszewki. Jestem wielką fanką podszewek, ale w tym modelu Burda jej nie przewidywała, a ja nie czułam się wtedy na siłach kroić jej samodzielnie. Myślę, że w kolejnej interpretacji tego modelu pokuszę się o nią.

Sukienka zawiera odszycie podkroju szyi oraz dekoltu. Ramiona obszyłam pliskami. Dół podłożony i przeszyty maszyną ściegiem prostym.

Nie jestem w  stanie określić dokładnie materiału z jakiego sukienka została uszyta, ponieważ tak jak napisałam, zakupiłam go w sh. Materiał jest dość cienki i przewiewny, nie rozciąga się. Niestety gniecie się dość mocno.

Bardzo podoba mi się dekolt w tej sukience. Nie wyszedł idealnie, takie dekolty w szpic są dla mnie jeszcze wyzwaniem. Wiem zatem nad czym muszę popracować:-).

Sukienka posiada osobną górę i dół (zszyte na wysokości talii), ponadto zaszewki i ciekawie układające się z przodu pliski. To wszystko pozwala fajnie wyeksponować talię, można np. tak jak ja dodać pasek.

Model ten z pewnością zagości w mojej sukienkowej bazie i mam nadzieję, że udami się uszyć jeszcze kolejne wariacje na bazie tego wykroju. 





















Zdjęcia: Mąż

Druga sukienka powstała spontanicznie, całkiem niedawno. Moja Mama zakupiła sobie jakiś czas temu sukienkę z przeznaczeniem: na wesele. Tak bardzo jej się spodobała i tak pięknie w niej wyglądała, że postanowiłam uszyć jej podobną.

Od zamysłu przeszłam do czynu. Sukienka powstałą na bazie sukienki sklepowej, w oparciu o wymiary Mamy. Troszkę stresowałam się, przyznaję. Szycie z gotowego wykroju wydaje mi się łatwiejsze.

Całe szczęście wyszła całkiem fajnie i przyznaję, że jestem zadowolona. Zadowolona jest również moja Mama, a to jest dla mnie najważniejsze. Wygląda w niej pięknie:-).

Sukienka nie posiada podszewki, tylko podkrój szyi. Z tyłu wszyłam zamek kryty. Materiał jaki wykorzystałam na ten cel został zakupiony w sklepie internetowym Textilmar, jest to Tkanina bawełniana pastel flowers. Materiał zawiera w sobie domieszkę lycry, co w przypadku takiego dopasowania jest wskazane. 

Model ten posiada rozporek prosty oraz pionowe zaszewki, zarówno z przodu jak i z tyłu.












Zdjęcia: ja 

Trochę dzisiaj rozpisałam się, ale cóż, dwie sukienki powodują, że jest o czym pisać:-). Dajcie znać w komentarzach czy podobają się Wam moje nowe uszytki. Ja pozdrawiam Was słonecznie i życzę pięknej, wrześniowej pogody.


wtorek, 16 sierpnia 2016

Drugie życie koszuli

Dzisiaj prezentuję Wam dla odmiany bluzkę:-). Mam do niej duży sentyment, ponieważ uszyłam ją...z koszuli ślubnej mojego Męża:-). Koszula ta nie była już noszona od jakiegoś czasu, więc postanowiłam uszyć z niej damską bluzkę. Pierwotnie miała powstać inna wersja, jednak cieszę się że efekt jest taki, a nie inny. 
Dlaczego? Ponieważ świetnie się w niej czuję, pasuje do spodni (od cygaretek po jeansy) i co najfajniejsze - pasuje do moich ołówkowych spódnic, co również uwieczniłam na zdjęciach. Potrzebowałam takiej uniwersalnej bluzeczki, a fakt, że powstała w ramach szyciowego recyklingu, dodatkowo mnie cieszy.

Bluzeczka jest bardzo prosta i jedynym urozmaiceniem jest zakładka na plecach. Jest to nic innego jak listwa z guzikami, która pierwotnie była z przodu koszuli:-). Jednym słowem: Przód stał się tyłem, tył - przodem. Podoba mi się to, że guziki schowane są pod zakładką. Bluzkę uszyłam na podstawie modelu z Burdy, który Wam już kiedyś prezentowałam (Bluzka 113, Burda 7/2015), dokładnie ten: http://kobiecymkrokiemprzezzycie.blogspot.com/2016/01/kolorystyczny-wiosenny-miks.html

Szczegóły szycia:
Bluzeczka uszyta jest z bawełnianej koszuli.
Posiada odszycie podkroju szyi, natomiast ramiona obszyłam pliskami z tego samego materiału.
Dół pozostał bez zmian, taki jaki był pierwotnie w koszuli.
Wprowadziłam małą zmianę w wykroju  - nieco przybliżyłam do szyi ramiona, ponadto bluzeczka nie posiada rozcięć po bokach, które sugeruje Burda.
Tył jest rozpinany na guziczki, co widać na zdjęciach, jednak na samej górze nie ma takiej możliwości, ponieważ górę tyłu potraktowałam jako całość, wszywając pod spód podkrój szyi.
Bluzka posiada jedną małą wadę - lekko marszczy się w okolicy pach, być może dlatego, że zapomniałam wszyć taśmę flizelinową. Nauczka na przyszłość:-).

Wersja którą Wam dziś prezentuję tak spodobała mi się, że niedługo wyruszam na poszukiwania kolejnych koszul w second handach:-). Będą więc następne wariacje:-).

Mam nadzieję, że moja przeróbka przypadła Wam do gustu.

Dziękuję za Wasze odwiedziny i komentarze.

Poniżej przedstawiam Wam efekt mojej pracy.


Koszula po pierwszym cięciu:


A tutaj już nowe wcielenie koszuli:



















Fot. ja, mąż

niedziela, 7 sierpnia 2016

Sukienki dresowe

Uwielbiam sukienki dresowe:
- za wygodę którą dają,
- za lekko sportowy klimat który mogą tworzyć i jednocześnie nadal są kobiece,
- za prostotę w kroju. 

Dwie, które Wam dziś prezentuję - szarą i beżową, uszyłam dawno temu. Tak dawno, że nie pamiętam gdzie zakupiłam materiały:-). Powstały z dzianiny dresowej. Po nich uszyłam kolejne, którymi obdarowywałam bliskie mi kobietki. Z pewnością uszyję jeszcze komplet na przyszłe lato - dla siebie i mojej Córci.

A teraz kilka uwag odnośnie szycia:
Wykrój stworzyłam sama, na bazie wymiarów. Zależało mi na tym, by sukienki były proste, ale jednocześnie delikatnie podkreślały talię. Stąd w pasie obydwie posiadają marszczenie: szara w postaci szerszego tunelu w którym znajduje się gumka, beżowa w postaci węższego tunelu, w którym umieściłam sznurek.

Na każdą sukienkę zużyłam  ok. metr dzianiny.

Szara dresówka posiada drobną pętelkę na spodzie, beżowa mały meszek. Ta szara niestety zaczęła się kulkować, ale biorąc pod uwagę ilość prań, które ma na koncie, nie dziwi mnie ten fakt.

Sukienka szara posiada dekolt płytki i dość szeroki, przypominający łódkę. W beżowej  z kolei dekolt jest nieco węższy, głębszy i bardziej okrągły.

Obydwie sukienki posiadają surowe wykończenie. Dzięki temu brzegi delikatnie wywijają się i nieco strzępią, co mi osobiście podoba się. Można oczywiście każdy brzeg podwinąć, to kwestia preferencji.

Sukienki są niesamowicie wygodne i nie krępują ruchów. Świetnie sprawdziły się w trakcie mojego ostatniego pobytu nad morzem we Władysławowie. Zdecydowanie polecam Wam uszycie/zakupienie takiej sukienki:-), na lato jest idealna. Fajnie też współgra z jeansową kurtką/kataną.

Poniżej przedstawiam Wam kilkanaście zdjęć, część z mojego nadmorskiego urlopu, część na manekinie.

Jestem ciekawa czy Wy lubicie sukienki dresowe, dajcie znać w komentarzach:-). 

Pozdrawiam Was i życzę duuużo słońca.































Fot. ja, mąż