wtorek, 8 maja 2018

Welurowa sukienka w kolorze wina

Dzisiejszy wpis przedstawia moje drugie podejście do weluru. I myślę, że na jakiś czas mi wystarczy :-). Okazało się, że tak jak bardzo materiał ten uwielbiam, tak szycie w duecie z nim to nie do końca moja bajka. 

Szyjąc sukienkę, którą prezentuję Wam poniżej, miałam wrażenie, że materiał płata mi figle i dosłownie robi co chce :-). Ogólnie rzecz ujmując, ciężko było mi go okiełznać pod stopką. Po uszyciu tej sukienki mianowałam go najbardziej krnąbrnym materiałem z jakim przyszło mi obcować :-).

Żeby jednak nie było tak dramatycznie, to dodam, że nadal uwielbiam go za miłe uczucie w dotyku, za fajny efekt dostojności jaki tworzy i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś  przełamię się i wykonam trzecie podejście w jego kierunku.

Model sukienki który wybrałam nie sprawił mi problemów, może poza rękawami. Nie wiem dlaczego, ale z wszyciem jednego z nich miałam problem i po tym jak go wyprułam, okazało się, że w materiale zrobiła się mała dziurka. Rękaw udało się wszyć za drugim razem, ale przyznaję, nie wyszło tak jak bym chciała.

Kilka szczegółów szyciowych:
  • Sukienkę uszyłam na bazie modelu 4D z Burdy Szycie krok po kroku 2/2017.
  • Materiał zakupiłam w sklepie internetowym Textilmar.
  • W oryginale sukienka ta posiada jeszcze przy rękawie finezyjną falbanę, z której ja zrezygnowałam.
  • Długość sukienki dopasowałam do własnych upodobań.
Sukienkę skończyłam niedawno szyć, związku z tym nie miałam jeszcze okazji przetestować jej, ale mam nadzieję, że sprawdzi się na wiele okazji :-).

W związku z tym, że aura na zewnątrz delikatnie przypomina, że już za chwilę lato, moje kolejne uszytki, które Wam zaprezentuję, będą już w bardziej promiennych, kolorowych klimatach :-).

A tymczasem zostawiam Was z poniższymi zdjęciami i pozdrawiam ciepło.


















Fot. Mąż

wtorek, 3 kwietnia 2018

Szary płaszcz

Popełniłam płaszcz z podszewką. I tak jak płaszcz już szyłam, nawet dokładnie ten sam model który prezentuję Wam dzisiaj (umieściłam go w tym wpisie), tak podszewki w płaszczu jeszcze nie wszywałam :-). 

Wszystko zaczęło się od tego, że postanowiłam uszyć mojej siostrze płaszcz w prezencie urodzinowym. Moja beżowa wersja bardzo jej się spodobała, więc pomyślałam, że zrobię jej niespodziankę. Jako, że w moim płaszczu brakowało mi podszewki (Burda w tym modelu jej nie przewidziała), pomyślałam, że tym razem się o nią pokuszę. Wszystko szło w miarę gładko, do momentu kiedy przyszło do podszycia podszewki do dołu płaszcza . Okazało się, że nie wiedzieć czemu skroiłam za mało podszewki  - zarówno po szerokości jak i po długości. Moja mina - bezcenna. Przyznam, że byłam tak zła, że musiałam przerwać szycie i pomyśleć co z tym fantem zrobić. Problem rozwiązałam w jedyny możliwy dla mnie sposób - podłożyłam podszewkę, która stanowi odrębną część, nie przyszytą do dołu płaszcza, a sam płaszcz delikatnie skróciłam, co akurat nie stanowiło dużego problemu. Reszta poszła już w miarę gładko. 

Moja siostra jest bardzo zadowolona z prezentu, co baaardzo mnie ucieszyło. Uwielbiam sprawiać bliskim takie prezenty. Przyznam, że mi płaszcz również bardzo się podoba. Jest prosty, minimalistyczny, klasyczny, wygodny, czyli to co uwielbiam. Moje jedyne niezadowolenie wynika z błędu dotyczącego samej podszewki.

To była jednak moja pierwsza próba wszywania podszewki do płaszcza. Nie wszystko poszło po mojej myśli, ale praktyka czyni mistrza. Wierzę, że podczas kolejnych podejść w tym temacie będzie lepiej. Mam już plany na kolejne dwa płaszcze z podszewką, zatem plany są, chęci są, energia jest, więc mam nadzieję, że wróży to tylko sukces :-).

Podczas tego podszewkowego eksperymentu nauczyłam się jeszcze czegoś - że nie można się poddawać i trzeba umieć radzić sobie z kryzysami. W momencie kiedy odkryłam, że szerokość  i długość podszewki jest inna niż szerokość i długość materiału wierzchniego ogarnęła mnie złość i  zrezygnowanie. Dawno nie byłam tak rozżalona, ponieważ bardzo mi zależało aby wszystko wyszło idealnie. Jednak słowa otuchy bliskich i przemyślenie tematu, zmotywowanie się spowodowało, że siły wróciły i pozytywne nastawienie również :-).

A na sam koniec kilka szczegółów szyciowych:
  • Płaszcz uszyłam na bazie wykroju z Burdy Szycie krok po kroku 2/2015- Płaszcz 4D.
  • Materiał wierzchni to flausz wiskozowy który zakupiłam w Textilmarze, podszewka - wiskozowa, bez lycry.
  • Z racji mojego błędu, podszewkę na dole podwinęłam, a dół płaszcza podłożyłam ręcznie.
  • Po przymiarce okazało się że rękawy są jednak umieszczone zbyt szeroko, więc musiałam je wszyć nieco głębiej.

To na dzisiaj tyle. Umieszczam małą sesję zdjęciową poniżej, byście same/sami mogły/mogli ocenić efekt:-). 



















Fot. Mąż

wtorek, 20 marca 2018

Nowa (stara) koszula

Dzisiejszy wpis będzie krótki. Jest dość nietypowy jak dla mnie, ponieważ dotyczy recyklingu, a mało go u mnie na blogu. Czasem jednak pokuszę się o małą przeróbkę. 

Tym razem padło na białą koszulę, którą kupiłam dawno temu w sh. Oglądając pewien serial  zauważyłam ciekawą wersję białej koszuli, taką w lekko sportowym wydaniu. Postanowiłam więc stworzyć coś podobnego. W sumie ponownie zainspirowałam się filmem, ale z racji tego, że nie prezentuję Wam dzisiaj uszytej rzeczy, tylko delikatnie przerobioną, nie umieściłam jej w moich filmowych inspiracjach.

Moja przeróbka polegała jedynie na połączeniu odpowiednim przeszyciem dołu koszuli (tam gdzie umieszczone są guziki), podwinięciu go i wdaniu wąskiej gumki. Dzięki niej dół lekko się marszczy. Koszulę można nosić na dwa sposoby: lekko opuszczoną na biodra (wtedy marszczenie jest bardziej widoczne) lub podciągniętą w okolice talii (wtedy nie widać całego zabiegu z zastosowaniem gumki). 

Taka wersja koszuli wydaje mi się ciekawym rozwiązaniem, nieco sportowym. Nadal jednak jest prosto i minimalistycznie, czyli tak jak lubię. Oceńcie sami/same :-).

Poniżej prezentuję kilka zdjęć koszuli w nowym, nieco odmienionym wydaniu. Ostatnie zdjęcie to jej pierwotna wersja.












A pierwotnie koszula prezentowała się tak :-).




Fot. Mąż, ja

poniedziałek, 26 lutego 2018

Filmowe inspiracje, cz. II - Sukienka z półgolfem

Przyszedł czas na drugą część filmowych inspiracji. Tym razem moją krawiecką muzą jest Katrina Bennett, kolejna bohaterka serialu Suits.




Bardzo lubię stylizacje Katriny. Są dopracowane, eleganckie, kobiece, klasyczne, z nutką fantazji. Jak tylko zobaczyłam sukienkę, którą prezentuję Wam powyżej, wiedziałam, że kiedyś uszyję sobie coś na jej wzór. Z pomocą przyszła Burda, ale o tym za chwilę.

Moja wersja jest z długim rękawem, nieco zmieniona, ale myślę, że z widocznymi podobieństwami.

Kusi mnie, by uszyć sobie taką wersję na lato, z krótkim rękawem.

Poniżej przedstawiam Wam kilka uwag szyciowych:
  • Sukienka powstała na bazie modelu 111B, Burda 8/2017.
  • Uszyłam ją z dzianiny milano (zakupiona w Textilmarze). Ma wzór przypominający pepitkę,
    w tym wydaniu: wersja grafitowo-czarna.
  • Sukienkę nieco skróciłam, z tyłu wszyłam zamek kryty.
  • A teraz kilka refleksji.
Sukienka bardzo mi się podoba, jest dopasowana, wygodna, elegancka, kobieca, ale...w pewnym momencie ciężko mi się ją szyło. Nie z powodu sporej ilości cięć i zaszewek, to poszło zupełnie gładko. Problemy napotkałam na etapie szycia górnej części, mam na myśli półgolf.

Zaczęło się od tego, że okazało się, że mam za mało materiału, więc wspomniany półgolf wycięłam zupełnie inaczej niż przewidziała instrukcja Burdy :-). A potem pojawiły się problemy z interpretacją opisu, więc mojej głowie pojawiało się pytanie: Co autor miał na myśli :-). Instrukcja szycia tego fragmentu w Burdzie powodowała, że wychodziłam ze swojej krawcowni delikatnie mówiąc -poirytowana:-).

Postanowiłam jednak, że nie poddam się i dokończę napoczęte szycie. Zresztą, model ten od samego początku bardzo mi się spodobał, więc nie było mowy o poddaniu się. W związku z moimi powyższymi rozterkami półgolf uszyłam intuicyjnie, po swojemu.

Podejrzewam, że popełniłam błędy, nie wszystko wyszło mi idealnie, ale pogodziłam się z tym i swoją nową sukienkę bardzo polubiłam:-). Zamierzam zakładać ją m.in. do pracy, mam nadzieję że sprawdzi się. Być może kolejne podejście do tego modelu okaże się łatwiejsze, a zamierzam jeszcze skusić się na kolejną jego interpretację.

Na sam koniec przedstawiam Wam efekt mojej pracy. Dajcie znać w komentarzach co sądzicie o mojej sukience z filmową inspiracją w tle :-). Pozdrawiam ciepło.






















Zdjęcia: Mąż