środa, 3 maja 2017

Kwiecista sukienka

Nie wiem który już raz uszyłam sukienkę na bazie tego wykroju :-), ale to chyba najbardziej eksploatowany przeze mnie model:-). Mam na myśli sukienkę 121 z Burdy 1/2014. Ostatni  raz prezentowałam ją Tutaj.

Popełniłam ją kolejny raz, tym razem w wersji wiosennej, kwiecistej :-). Pozwólcie zatem, że tym razem nie będę się rozpisywać.

Tradycyjnie dzielę się kilkoma szczegółami szyciowymi:
  • Sukienka powstała na bazie wykroju z Burdy (model 121, Burda 1/2014).
  • Skróciłam ją i nie dodawałam kieszeni w okolicy bioder.
  • Materiał z którego uszyłam sukienkę to Satyna z lycrą spring flowers navy (z Textilmaru), jest bardzo przyjemny w dotyku, przypomina jedwab (widzicie, nawet w nazwie materiału jest wiosna :-))).
  • Nie wszywałam podszewki, chciałam by sukienka była cienka i zwiewna.
  • Dekolt obszyłam taśmą ze skosu.
  • Zamiast zamka krytego, dodałam z tyłu mały guziczek z pętelką. Pierwszy raz tworzyłam pętelkę i chyba coś mi poszło nie tak, ponieważ skręca się i ciężko mi samodzielnie zapiąć sukienkę :-).

Bardzo dobrze czuję się w tej sukience i przyznam, że już nie mogę doczekać się, kiedy założę do niej latem sandałki na szpilce w kolorze pudrowego różu :-). A póki co, ciepła wiosno przybywaj :-).

Dajcie znać czy moja kwiatowo-wiosenna sukienka przypadła Wam do gustu :-). Pozdrawiam i życzę sobie i Wam by wreszcie zawitało do nas ciepło i słońce.

Miało  być krótko i zwięźle, a wyszło jak zawsze  :-). 





















Fot. Mąż

wtorek, 18 kwietnia 2017

Czarna spódnica ołówkowa ze srebrnym zamkiem

W moim ostatnim, spódnicowym rankingu, fason ołówkowy niezmiennie króluje i nic nie wskazuje na to, by miało to ulec zmianie.

Zmieniło się tylko to, że w tym momencie odczuwam lekki przesyt szyciem prostych, klasycznych spódnic ołówkowych (które nadal wielbię), więc wymyśliłam małe urozmaicenie, które kiedyś już zastosowałam.
Pierwszy raz dotyczył wszycia złotego zamka z tyłu czerwonej spódnicy, która jednocześnie była moją pracą konkursową. Tutaj znajdziecie więcej szczegółów.

Jako, że dodatek w postaci widocznego zamka bardzo mi się spodobał, postanowiłam iść za ciosem i stworzyłam kolejną wariację na temat. Pomógł mi w tym również pewien film, w którym główna bohaterka, w jednej ze scen, miała na sobie czarną spódnicę ołówkową ze srebrnym zamkiem... z boku. Pogłówkowałam, pomyślałam i uszyłam :-). Muszę przyznać, że szyciowa inspiracja w postaci filmu to fantastyczna sprawa, chyba muszę stworzyć z tego osobny wpis.

Poniżej tradycyjnie przedstawiam kilka szczegółów szyciowych:
  • Bazowałam na moim ulubionym, eksploatowanym do granic możliwości wykroju Burdy (Burda Klasyka, Spódnica 0004).
  • Wybrałam znany Wam już materiał: Bawełna satynowana (z Textilmaru). Podoba mi się w nim to, że posiada subtelny połysk i domieszkę elastanu/lycry.
  • Wszyłam czarną podszewkę z lycrą.
  • Zapięcie na zatrzask umieściłam tym razem z boku, tuż nad zamkiem.
  • Spódnicę nieco skróciłam.
Wybór srebrnego zamka to zabieg celowy. Nie tylko dlatego, że posiadam już jedną spódnicę ze złotym zamkiem, ale również ze względu na to, że częściej wybieram srebro. Jestem zimowym, chłodnym typem urody i w srebrze czuję się zdecydowanie lepiej.

Poniżej przedstawiam Wam kilka zdjęć. Obiecuję, że to ostatni czarny uszytek w najbliższych miesiącach:-), ale nie obiecuję, że to ostatnia spódnica ołówkowa :-). Postaram się, by następna była ciekawą alternatywą dla tradycyjnej, prostej spódnicy ołówkowej, którą prezentowałam Wam już kilka razy.

Dajcie znać czy mój nowy pomysł na spódnicę ołówkową przypadł Wam do gustu :-). Muszę się Wam również do czegoś przyznać - teraz po głowie chodzi mi pomysł na sukienkę z zamkiem z tyłu, to znowu filmowa inspiracja :-) i nie zdziwię się, jeśli znowu przeniosę ją na materiał :-).

Miłego tygodnia Wam życzę i pozdrawiam.

















Fot. Mąż

piątek, 7 kwietnia 2017

II Bydgoskie spotkanie kobiet #wspódnicy i moja nowa spódnica z koła

Pisałam niedawno Tutaj o grupie  - Projekt 365 dni #wspódnicy, do której zapisałam się jakiś czas temu oraz o I Bydgoskim Spotkaniu kobiet #wspódnicy.  Kilka dni temu odbyło się II spotkanie i cieszę się, że ponownie mogłam w nim uczestniczyć, tym razem w większym składzie, niezmiennie w Cafe Kino

Organizacją całości zajęły się ponownie: Ania (Okiem Sary) i Agata (Pozeraczeczasu.plwlasniedzisiaj.pl), którym serdecznie dziękuję. Na stole czekały na nas przemiłe upominki od Sponsorów. Było naprawdę sympatycznie, wesoło i  gwarno. Spędziłam miło czas i wreszcie miałam okazję przetestować nowy fason spódnicy - szytej z koła.

O dziwo, nie uszyłam jej, tylko dostałam w prezencie urodzinowym. Przyznaję się jednak, że wcześniej sama ją wybrałam :-). Piszę  - o dziwo, ponieważ odkąd szyję dla siebie, raczej nie kupuję ani spódnic, ani sukienek. Tym razem zrobiłam wyjątek. Spódnica bardzo mi się spodobała (widziałam ją wcześniej na żywo na jednej z koleżanek z grupy - to ta sama, którą miała na sobie Elżbieta w trakcie I spotkania:-)), ponadto dziewczyny z naszej grupy również wcześniej ją zamówiły i pokazywały. Miałam również ochotę przymierzyć fason z koła.
Muszę przyznać, że czułam się w niej fantastycznie, kobieco, zwiewnie ale też trochę charakternie:-), ponieważ spódnica jest czerwona, a zgrałam ją z kontrastującą czernią. Lubię mocne kolory i ten duet bardzo mi odpowiada.

Mój obecny ranking trzech uszytych do tej pory fasonów i jednego zakupionego, wygląda w tej chwili tak:
1. Spódnica ołówkowa - nadal niezmiennie rządzi:-).
2. Spódnica z koła.
3. Spódnica rozkloszowana, z kontrafałdami.
4. Spódnica marszczona.

Poniżej przedstawiam Wam fotorelację ze spotkania.
Zdjęcia wykonała ponownie Agata Czajkowska, której bardzo dziękuję, nie tylko za piękną pamiątkę, ale też za cierpliwość :-). Jeśli chcecie odwiedzić jej stronę, zapraszam Tutaj.

Na koniec mała, pozytywna refleksja.
Przyznam, że przynależenie do tej grupy, jak i spotkania w których miałam przyjemność uczestniczyć, dają mi dużo radości.
Uważam, że kobiety powinny się wspierać i być dla siebie dobre, tak po prostu. I czuję, że tak jest właśnie w naszej grupie, w której nie tylko celebrujemy swoją kobiecość,  inspirujemy się, ale też stanowimy dla siebie wsparcie, oferujemy swoje towarzystwo, poradę, wymieniamy się doświadczeniami, poglądami, nie rywalizujemy, nie krytykujemy, potrafimy powiedzieć dobre słowo itp. Miłe to i myślę, że ważne:-).  














Zapraszam Was do odwiedzenia stron moich koleżanek:
Okiem Sary (Ania)







Dziękuję:

Partnerom naszego spotkania:



Sponsorom:





piątek, 24 marca 2017

Mała czarna

Sukienka, którą dzisiaj prezentuję, powstała z trzech powodów:

1. Brakowało w mojej szafie małej czarnej, którą mogłabym wykorzystać na wiele okazji.
2. Jakiś czas temu znalazłam w Textilmarze materiał, który oczarował mnie jak tylko zobaczyłam go na zdjęciu. Po otrzymaniu przesyłki uczucie jeszcze bardziej się nasiliło :-).
3. Postanowiłam wziąć udział w zabawie karnawałowej Burdy dot. uszycia kreacji karnawałowej.

Połączyłam te trzy powody i tak oto powstała moja mała czarna.

Jakkolwiek w konkursie sukienka nie została wyróżniona, to bardzo cieszę się że ją uszyłam. Serdecznie gratuluję zwycięzcom, osobom wyróżnionym. Tutaj możecie zapoznać się z ich projektami.

Zdaję sobie sprawę, że z sukienki tej nie stworzę kolorowej stylizacji karnawałowej. Znacie mnie już jednak trochę i domyślacie się, że raczej nie uszyłabym na ten cel czegoś szalonego. Uwielbiam oglądać, podziwiać takie projekty u innych, u siebie jednak nadal, niezmiennie, cenię klasykę, minimalizm i prostotę. I wydaje mi się, że taka jest właśnie moja sukienka. 

Miałam okazję założyć ją kilka dni temu na swoje małe przyjęcie urodzinowe. Myślę, że wykorzystam ją również na inne okazje typu sylwester, koncert, przyjęcie, święta itp.

Poniższe zdjęcia powstały jakiś czas temu na potrzeby konkursu, stąd obok sukienki możecie dostrzec mały detal - maskę karnawałową :-).
Całość zamknęłam w trzech kolorach, w których bardzo dobrze się czuję: czarny, czerwony, srebrny.

A teraz pora na garść szczegółów szyciowych:
  • Sukienka powstała na bazie jednego z moich ulubionych wykrojów Burdy (Sukienka 122/ Burda 11/2012).
  • Uszyłam ją z materiału Tkanina ubraniowa Oscar black, zawiera subtelnie wplecioną srebrną nitkę, co bardzo mi się podoba.
  • Pominęłam rękawy.
  • Sukienkę dość mocno skróciłam ponieważ zależało mi by była lekko przed kolano.
  • O ile mnie pamięć nie myli, zwężałam wykrojony materiał (rozmiar 36) po bokach, by sukienka była bardziej dopasowana.
  • Sukienka zwiera czarną podszewkę z lycrą i kryty zamek z tyłu.
  • Zmieniłam kształt dekoltu z półokrągłego, dość zabudowanego, na głębszy, lekko w szpic.
Jeśli chcecie dowiedzieć się nieco więcej o małej czarnej to gorąco zachęcam Was do lektury wpisu Agnieszki, autorki strony wczerni, która bardzo ciekawie opisała w jednym z ostatnich postów sukienkę koktajlową. Mała czarna zalicza się do tego rodzaju sukienek. Na stronie Agnieszki znajdziecie dużo cennej wiedzy dotyczącej wizerunku, sylwetki i stylu. Polecam Wam zajrzeć.

Napiszcie jeśli macie ochotę czy wy również macie w swojej szafie małą czarną. Dla mnie to klasyk w kobiecej garderobie. Coś czuję, że na jednym takim klasyku się nie skończy :-).

Dziękuję autorce zdjęć - Malwinie Kołodziejczak.


















Fot. Malwina Kołodziejczak