sobota, 22 października 2016

Za co uwielbiam nosić/szyć sukienki oraz nowy sukienkowy nabytek w pepitkę

Pomyślałam sobie, że skoro regularnie bombarduję Was moimi kolejnymi sukienkowymi pomysłami (w przerwach są spódnice, bluzki itp.:-)), napiszę w końcu za co tak naprawdę lubię sukienki. 

Mimo, że w swojej szafie posiadam również spodnie i noszę je z chęcią, to zdecydowanie najbliższe mojemu kobiecemu sercu są sukienki:-). Drugie miejsce zajmują spódnice:-).

Zaznaczam, ten wpis jest BARDZO subiektywny. Zdaję sobie sprawę, że nie każda kobieta myśli podobnie jak ja i jest to dla mnie jak najbardziej zrozumiałe. Skoro jednak tyle razy pisałam o sukienkach, pomyślałam, że warto nieco rozwinąć ten temat. A więc do dzieła:-).

Poniżej przedstawiam Wam moją listę sukienkowych zalet:

Różnorodność
Rodzajów sukienek mamy naprawdę wiele: od tzw. bombki, przez szmizjerkę, po małą czarną. To powoduje, że możemy dobrać odpowiednią sukienkę na każdą okazję. Na plac zabaw z dziećmi, na przyjęcie, wesele, spotkanie służbowe, do pracy, na spotkanie z koleżanką itp. Dodając do tego różnorodność materiałów, piękne kolory daje nam to morze możliwości w sukienkowym świecie. Warto z tego korzystać:-).

Podkreślanie kobiecości
Nic tak moim zdaniem nie podkreśla naszej kobiecości jak sukienka. No, może na tym samym miejscu umieściłabym spódnicę, czerwoną pomadkę i szpilki:-).

Wygoda (w noszeniu plus szybkość ubrania się)
Właściwie dobrana sukienka nie uwiera, nie uciska, a miło otula ciało, obojętnie czy jest obcisła, czy bardziej oversizowa. Jej noszenie daje komfort. Ponadto, wystarczy ją ubrać by być gotową do wyjścia. Można pokusić się o kilka dodatków, ale nie musimy kombinować i szukać, jak w przypadku zestawu: spodnie plus bluzka plus marynarka plus coś tam:-).

Modelowanie sylwetki
Sukienki rewelacyjnie modelują sylwetkę. Biorąc pod uwagę mnogość fasonów, każdy typ sylwetki znajdzie coś dla siebie. Odpowiednio dobrana podkreśli nasze atuty i ukryje niedoskonałości.

Poprawa samopoczucia
Ubierając sukienkę czuję się lepiej, bardziej kobieco, po prostu:-). Dodaje mi to pewności siebie. Być może tylko jak tak mam:-).

To tyle jeśli chodzi o moje refleksje na temat noszenia sukienek. Starałam się za bardzo nie rozwijać myśli, bo wiecie że potrafię się rozpisać.
Jestem ciekawa Waszych przemyśleń na powyższy temat. Lubicie sukienki? Jeśli tak, to dlaczego?:-)

Kontynuując sukienkowy temat, dzielę się z Wami dzisiaj moją kolejną interpretacją Sukienki 122 z Burdy 11/2012. To moje trzecie podejście do tego modelu (wcześniejsze TU i TU) i nie jestem pewna czy ostatnie:-). Ten model to zdecydowanie baza w mojej szafie. 
Zdaję sobie sprawę, że sukienka ta nie nadaje się np. do biegania po placu zabaw. W moim przypadku będzie idealna do pracy, na przyjęcie, spotkanie i czekającą mnie wkrótce rodzinną uroczystość. Wybrałam materiał ze wzorem pepitki. Bardzo ją lubię i od jakiegoś czasu chodziła mi po głowie. Dla mnie wzór ten to ponadczasowy klasyk.

Poniżej przedstawiam Wam kilka szczegółów szyciowych:
  • Sukienkę uszyłam z materiału: Tkanina Pepitka classic lycra ecru/black, zakupiony w sklepie internetowym Textilmar.
  • Skróciłam rękawy i długość sukienki. Oryginał jest za kolano, ja wybrałam opcję krótszą.
  • Zrezygnowałam z rozporka nakładanego na rzecz zwykłego prostego.
  • Wszyłam na całej długości podszewkę z lycrą.
  • Zależało mi na tym by sukienka ładnie przylegała, stąd nieco ją zwęziłam po bokach, ponieważ w oryginalnym, burdowym rozmiarze 36 tym razem była na mnie odrobinę luźna. To akurat jest kwestią indywidualną i najlepiej zawsze najpierw przymierzyć, potem szyć i nanosić ewentualne poprawki.
  • Z tyłu wszyłam zamek kryty.
Poniżej kilka zdjęć mojego nowego sukienkowego nabytku:-).

A w następnym wpisie podzielę się z Wami moimi filmowymi sukienkowo-spódnicowymi inspiracjami.

Dziękuję za Wasze odwiedziny, komentarze. Pozdrawiam i do następnego wpisu:-).




















 Fot. Mąż

niedziela, 2 października 2016

Czarna ołówkowa

Spódniczka, którą prezentuję poniżej, miała być sukienką:-). Dopasowaną, małą czarną z rewelacyjnym, głębokim dekoltem na plecach, na bazie wykroju z Burdy. Dokładnie miała być to Sukienka 116, z Burdy 10/2009.

Niestety, w tym przypadku szycie ubrania w czasie zaawansowanej ciąży na tzw. później nie zdało egzaminu:-). Kiedy doszłam już wagowo do siebie, okazało się że sukienka źle leży i chyba nie da się jej odratować. Gdybym ją przymierzyła w trakcie szycia, być może udałoby się coś zrobić. Postanowiłam jednak zamienić porażkę choć w minimalny sukces i przerobić ją. Uszyłam na jej bazie spódnicę ołówkową. 

Nie obyło się bez pewnych problemów, koniec końców jednak wyszłam z tego recyklingu obronną ręką. Ucieszyłam się tym bardziej, ponieważ nie mam w swojej szafie czarnej spódnicy ołówkowej. Jako, że to mój ulubiony rodzaj spódnicy, ich nigdy nie będzie za wiele w moje szafie. W głowie mam już kolejne pomysły na ołówki:-). 

Dzisiaj zestawiłam ją z czarną, dzianinową bluzeczką i czarnymi szpilkami. Bardzo lubię ten kolor. Dla ożywienia całości - czerwone usta i paznokcie:-).

Szczegóły szycia:
  • Spódnicę szyłam z materiału o nazwie Bawega (zakupiony w sklepie internetowym Textilmar).
  • Wszyłam wiskozową podszewkę.
  • Spódnica powstała na bazie wykroju sukienki, ale w wielu numerach Burdy znajdziecie modele spódnic ołówkowych.
  • Do spódnicy doszyłam pasek i zastosowałam czarny zatrzask.













Gdybym miała przygotować zestaw do pracy, z pewnością połączyłabym go z poniższą torebką i przewiązaną chustą.











Fot. Mąż

Pytanie do kobietek - lubicie nosić spódnice? Jeśli tak, to jaki rodzaj ?:-).

Mam nadzieję, że tym wpisem pokazałam, że czasem można przerobić coś, co nam nie wyszło na całkiem nowy uszytek. Warto czasem pogłówkować i poszukać nowego rozwiązania. 

Miłego, niedzielnego popołudnia Wam życzę.